piątek, 27 marca 2015

Historia walki z przebarwieniami: Czemu zrobiłam krzywdę mojej skórze?

Cześć,
Jeszcze jakiś czas temu moja skóra była traktowana przeze mnie jak wróg największy - za wszelką cenę chciałam ją zniszczyć i prawie mi się udało. Tak naprawdę to chciałam zniszczyć tylko posłoneczne i hormonalne przebarwienia. Tak się bowiem stało niegdyś, że łykając tabletki antykoncepcyjne pojechałam nad polskie morze z filtrem 12. I jak na złość w tym tygodniu słońce nad morzem - przypominam polskim morzem - grzało jak oszalałe.

Wróciłam z piękną opalenizną, a z czasem okazało się, że i z czymś ekstra. Początkowo liczyłam ze samo zejdzie, potem zaczęłam peelingować zawzięcie i rzeczywiście efekt był, ale wystarczyła odrobina ciepła (nawet nie słońca) i problem powracał, czasem nawet narastał - na nic się zdały kremy z wysokim filtrem.
Wszelkie kremy i maści na przebarwienia dawały znikome efekty, jeśli w ogóle o efektach można mówić, mikrodermabrazja i złuszczanie kwasami efektu nie przynosiły również. Przyniosły coś więcej - uwrażliwienie na słońce - zima chmurna, lato chłodne - nie ważne problem był i jego intensywność nie malała.
Na laser, czy słynny zabieg Cosmelan nie zdecydowałam się, bo opinie były skrajnie różne i dość często zawierające informacje o skutkach ubocznych i nawrotach. Nie stać mnie na takie ryzyko, zwłaszcza, że zabiegi do najtańszych nie należą.

Przeglądając kilka blogów zainteresowałam się pielęgnacją bardziej naturalną. Wygooglałam cudne właściwości niektórych specyfików i postanowiłam zadziałać. Nie liczyłam na nic, bo produkty były delikatne, a ja wybierałam je pod kątem odbudowy mojej skóry, niż kolejnych ingerencji w nią - zwłaszcza, że zbliżało się lato.

A zatem nabyłam 
- przesławne mydło aleppo 12 % ze sklepu Organique
- mniej sławne mydło na przebarwienia Wardi Shan
- Olejek z pestek malin
- Olejek z róży piżmowej
- Tonik ogórkowy z Ziaji, którego używałam od dawna
- Aloes
I oczywiście jak co roku krem z filtrem 50 Uriage Hyseac.
Oczywiście w lustrze efektów nie widziałam, ale porównując zdjęcia... Nie mogłam uwierzyć, że prosta  pielęgnacja coś zadziałała w mojej sprawie. Skóra była jaśniejsza, a przebarwienia mniej ogorzałe. A trzeba przyznać, że ubiegłe lato mieliśmy wyjątkowo słoneczne.


Tak oto zaczęłam zagłębiać w tajniki delikatnej, rozsądnej pielęgnacji dbając o to, aby była jak najbardziej naturalna.
Obecnie do mojej pielęgnacji wrzuciłam inne mydełka naturalne i olejki. A przebarwienia zamierzam potraktować spiruliną, witaminą B3 i kwasem azelainowym. Ale o tym wkrotce. Jesli macie jakieś niezawodne sposoby na przebarwienia hormonalne to chętnie z nich skorzystam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobał Ci się post? A może przeciwnie, bardzo Ci się nie podobał. Komentuj, każdy komentarz jest dla mnie cenny. Jeśli obserwujesz bloga, nie musisz dawać znać, na pewno Cię znajdę i Twojego bloga :):)