czwartek, 5 marca 2015

Osławiony lekki krem brzozowy - Hit czy Kit?

Witajcie!




Dziś mija miesiąc od kiedy zaczęłam stosować na sobie cud nad cudami - osławiony przez blogosferę, orecenzowany na Wizażu ochami i achami - lekki krem brzozowy +SYLVECO .
Z reguły podchodzę do takich zachwytów z mocną rezerwą, już tyle razy się nacięłam, że niby fantastyczny produkt, a dla mnie okazał się kosmetyczną katastrofą. Ale tutaj postanowiłam zrobić wyjątek, choć nie wiem, czy bardziej nie przemówiła do mnie chęć kupienia jakiegoś kosmetyku po prawie dwóch miesiącach "zakupowego odwyku". Padło na ten krem, bo - pomijając recenzję - produkt naturalny i z rodzimego polskiego podwórka, a krajowy przemysł wspierać powinno się, a nawet należy. Tym bardziej skusiłam się, gdy okazało się, że mogę go nabyć stacjonarnie w nowo otwartym sklepie ze zdrową żywnością. Zatem brak konieczności płacenia za przesyłkę przekonał mnie dodatkowo.
I tak o to miesiąc sobie już użytkuję. O moich pierwszych wrażeniach pisałam TU. Teraz przyszedł czas na recenzję (subiektywną, bo o moich wrażeniach w przeważającej mierze pisać będę). Na początek kilka informacji - powiedzmy - technicznych.

Zapach i konsystencja
Czy wiecie jak pachnie huba drzewna? Nie? To powąchajcie ten krem i już będziecie wiedzieć. Początkowo myślałam, że pachnie aptecznie, ale z czasem zaczęłam się zastanawiać co też mi ten zapach przypomina i już wiem! Hubę drzewną - perfumy to nie są, ale szybko się ulatnia, a my możemy mieć pewność, że krem rzeczywiście wyciągi z drzewa posiada w swoim składzie.
Konsystencja mleczka, ale ani nie za rzadka ani nie za gęsta, w sam raz.

Stosowanie i wchłanianie
Uwielbiam opakowania airless, więc i to przypadło mi do gustu. Ilość kremu wychodzi idealna, choć można manewrować tak, aby wyciągnąć więcej lub mniej. Jedynym minusem jest fakt, że opakowanie nie przepuszcza światła i nie widać ile produktu nam jeszcze zostało.
Wchłania się błyskawicznie do matu, co prawda początkowo po nałożeniu kremu czuć tak jakby lekkie ściągnięcie, czy oblepienie jak przy zasychaniu maski peel-off, ale po kwadransie nie ma śladu po tym efekcie. Skóra po nałożeniu jest bardziej rozświetlona, sprawia wrażenie świeżej i jakby lekko wilgotnej.

Skład - w przeważającej mierze olejki i wyciągi - bardzo eko
Woda,  Olej z pestek winogron,  Olej sojowy,  Ksylitol (cukier brzozowy),  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Masło karite (Shea),  Stearynian glicerolu,  Olej arganowy,  Olej jojoba,  Kwas stearynowy,  Alkohol cetylostearylowy,  Alkohol benzylowy,  Betulina,  Witamina E,  Ekstrakt z aloesu,  Alantoina,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy,  Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej,  Lupeol (naturalny kwas salicylowy),  Kwas oleanolowy,  Kwas betulinowy

O szczegółach, czyli co robi poszczególny składnik możecie poczytać na stronie producenta, dokładnie tu. W zakładce Składniki/ INCI najeżdżając kursorem i klikając na poszczególny składnik. Lub - jeśli ktoś ma świetny wzrok -  zerknąć można również na poniższe zdjęcie z opisem poszczególnych składników.



Nawilżanie
Optymalne. Aczkolwiek początkowo byłam bardzo zawiedziona, bo po nałożeniu kremu skóra go wchłonęła i już około dwóch godzin później pragnęła nawilżenia - a policzki wręcz skrzypiały z suchości. No no - znów bubel - pomyślałam. Ale nałożenie kremu na twarz wilgotną od toniku lub hydrolatu poprawiło znacznie jakość nawilżenia. Z czasem skóra przyzwyczaiła się do kremu i nawilżanie jest obecnie na poziomie bardzo satysfakcjonującym. Wydaje mi się również, że choć moja skóra była w niezłym stanie, bez suchych skórek, czy zaczerwienień, to okres grzewczy i tak nieco ją przesuszył i potrzebowała ektra nawilżenia, więc początkowo krem chłonęła jak szalona. Zaś jak osiągnęła optymalny poziom nawilżenia to krem zaczął całkowicie wystarczać. A zatem zapis na opakowaniu "przywraca właściwy poziom nawilżenia" miałby rzeczywiście rację bytu w moim przypadku. Nawet przy stosowaniu Acnederm skóra nie potrzebuje  już na dzień dodatkowego nawilżacza.

Poprawa elastyczności i ochrona
Poprawa elastyczności jest widoczna bardzo szybko. Czuje się w dotyku, że skóra staje się bardziej gęsta, mniej wiotka. Dodatkowo jak włączyłam do wieczornej pielęgnacji masaż Tanaka - efekt był jeszcze bardziej odczuwalny. 
W kwestii ochrony...no cóż nie jest to krem na zimę, ale od tego są jego tłustsze odpowiedniki np. ten.
Nie mniej jednak ja po tłuściocha sięgam dopiero przy -10 st. C, więc tej zimy dodawałam do kremu kroplę, dwie ulubionego olejku i taka kombinacja doskonale chroniła moją skórę przed zimnem.

Współpraca z podkładem
Niestety nie wypowiem się zbyt szeroko, bo używałam  tylko pod minerały i tu spisywał się bez zarzutu. Podobno minerały są bardziej wymagające, więc wnioskuję, że pod standardowym podkładem w płynie również będzie się dobrze spisywał. Ale to są jedynie moje domysły.

Minusy
No niestety filtra nie ma, ale gdyby miał to zapewne wpłynęłoby to na jego konsystencję, absorpcję i zachowanie pod makijażem, ale byłby świetny na lato i pewnie zyskałby jeszcze więcej zwolenników.
No nie jest to krem przeciwzmarszczkowy, a po 30 to trochę już takiego się oczekuje. Choć nie ukrywam, że poprawa jakości skóry w ciągu miesiąca jest dużo wyższa niż w przypadku kremów-cudów-przeciwzmarszczkowych. Ale w sumie dlaczego by firma nie mogła stworzyć jego przeciwzmarszczkowej wersji dodając choćby ciutkę retinolu? 

Na koniec jeszcze kilka słów o kremie pod oczy. 


Co prawda dostałam tylko 2 próbki, ale to wystarczyło na ponad tydzień  wieczornego stosowania i kilka rzeczy mogę o nim powiedzieć. Krem jest niesamowicie lekki, delikatny i szybko się wchłania. Nawilża świetnie i rozjaśnia spojrzenie. Co u siebie zauważyłam: stosując ten krem coś tam na rzęsy się trafiło i śmiem twierdzić, że rzęsy po nim są bardziej elastyczne i jakby dłuższe, lepiej trzyma się na nich tusz. Czy to działanie obecnego w kremie skwalanu? A może to tylko moje wrażenie? Jestem bardzo mile zaskoczona, aczkolwiek pod oczy potrzebuję już czegoś przeciwzmarszczkowego.

Dołączyłam zatem do grona wyznawców Sylveco - może nie bezkrytycznych, ale zawsze. Nie mam na tę chwilę lepszego kremu na dzień i dopóki nie wpadnie mi coś bardziej godnego uwagi zostanę przy Sylveco.
Przyczajam się jeszcze na ich produkty do demakijażu, ale obecnie jestem w fazie przeglądania opinii i dumania...może jednak znajdę coś, czego jeszcze nikt nie zna...;)

A jak Wasze doświadczenia z marką Sylveco? Dołączyliście do grona wyznawców, czy dla Was raczej szału nie ma?

Kate:)


9 komentarzy:

  1. Kremy miałam, ale tylko próbki. A teraz stosuję szampon odbudowujący od nich, jest całkiem dobry

    OdpowiedzUsuń
  2. Kremy miałam, ale tylko próbki. A teraz stosuję szampon odbudowujący od nich, jest całkiem dobry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie czeka próbka właśnie tego szamponu.

      Usuń
  3. Ta marka kusi mnie coraz bardziej, bo co krok ktoś dodaje recenzję jakiegoś ich produktu. Nic jeszcze nie miałam z Sylveco, ale wkrótce napewno chccę czegoś spróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero zaczynam przygodę z marką, ale robi dobre wrażenie zarówno pod kątem produktu, ale także marketingu

      Usuń
  4. Ja dopiero zaczynam swoją przygodę z kosmetykami z Sylveco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zwróć uwagę na markę, zwłaszcza ze względów patriotycznych :)

      Usuń

Podobał Ci się post? A może przeciwnie, bardzo Ci się nie podobał. Komentuj, każdy komentarz jest dla mnie cenny. Jeśli obserwujesz bloga, nie musisz dawać znać, na pewno Cię znajdę i Twojego bloga :):)